Nowa Toyota średniej klasy za niespełna 35 tys. zł? Owszem, ale tylko w kredycie 50 na 50. Czy kredyt balonowy się opłaca? I ile naprawdę kosztuje?

Reklamy – w prasie, telewizji, w sieci – przekonują, że nie ma nic tańszego niż kupno samochodu w kredycie balonowym. Balonowym, czyli takim, w którym raty są dwie – oddalone od siebie o 12 miesięcy.

Kto wyskoczy z kasy dla Toyoty?

źródło: sxc.hu

W przypadku Toyoty pierwsza wpłata wynosi, według reklamy, 34 960 zł. Nieświadomy zasad działania kredytu 50 na 50 czytelnik szybko zrobi rachunek. Wynik: 69920 zł. W sam raz tyle, ile kosztuje nowa Avensis po uwzględnieniu promocyjnego rabatu.

Tyle tylko, że druga rata jest znacznie wyższa. Wynosi 36 745 zł. W sumie więc cena auta kupionego w promocji przekroczy 70 tys. A roczna realna stopa oprocentowania kredytu sięgnie 9,12 proc. Dlaczego?

  1. Od kwoty kredytu trzeba zapłacić pięcioprocentową prowizję bankową,
  2. trzeba też wykupić obowiązkowe ubezpieczenie kredytu za 1 330 zł.

W sumie więc całość będzie droższa o 3 080 zł od auta kupionego za gotówkę.

Skoda droższa, bo tańsza

źródło: sxc.hu

Kredyt 50 na 50 reklamuje też Skoda. I podobnie, jak w przypadku Toyoty trzeba sobie wszystko dobrze policzyć, żeby się nie naciąć. W przypadku najtańszej Fabii kupionej w cenie katalogowej 31 tys. zł z uwzględnionym rabatem koszt kredytu wyniesie 15,63 proc.!

Dlaczego aż tyle? Ponieważ samochody kupowane na kredyt muszą być obowiązkowo ubezpieczone. A kupowane na kredyt 50 na 50 muszą być ubezpieczone tam, gdzie wskaże sprzedawca. Różnice w stawkach ubezpieczeń są niższe niż różnice w cenach samochodów. Stąd w przypadku taniej Skody łączny koszt kredytu jest wyższy niż w przypadku droższej Toyoty.

Peugeot bez ubezpieczenia

Peugeot 403

Mamy jeszcze Peugeota. Trzysta ósemka, która według katalogu kosztuje 68 400 zł w kredycie 50 na 50 dostępna jest za 34 200 zł. To oczywiście wysokość pierwszej wpłaty. Druga to 35 910 zł. W sumie więc auto będzie kosztowało ponad 70,1 tys. zł.

Za co dopłacimy? Za prowizję bankową w wysokości 5 proc. To w realnych pieniądzach 1 710 zł. A ubezpieczenie? To trzeba wykupić we własnym zakresie. Co oznacza, że realny koszt kredytu będzie nawet wyższy.

Czy to znaczy, że kupować samochodu w kredycie balonowym się nie opłaca? Nic podobnego. Trzeba tylko pamiętać, że taka, wygodna dla kupującego opcja, kosztuje. Ten, dla kogo kilka tysięcy złotych nie stanowi problemu, może korzystać. Chociaż lepiej będzie kupić auto za gotówkę.

Komentarze

  • Łukasz N.

    To jest w ogóle jakaś granda z tym ukrywaniem faktycznych kosztów w tych wszystkich ubezpieczeniach i prowizjach. Jeśli w drugiej racie płaci się więcej, to nazywanie tych rat „50 procent” to robienie w balona.

  • Paulina

    Wiadomo, że lepiej kupić samochód za gotówkę. Jest tylko jeden warunek- trzeba tą gotówkę mieć… Biorąc pod uwagę średnie zarobki w naszym kraju i fakt, że większość „dorabiających się” ma na karku kredyt mieszkaniowy itp. trudno jest te 60 tys. po prostu zaoszczędzić.

  • Paulina

    Jeżeli chodzi o ubezpieczenie samochodu, warto dodać fakt, że gdyby ubezpieczyciel nie wymagał od nas zawarcia tej umowy u nich to samochód i tak trzeba ubezpieczyć.

  • Adam

    Ale czy ktoś, kto ma na głowie kredyt mieszkaniowy i potrzebę oszczędzania powinien porywać się na zupełnie nowy samochód zamiast kupić używany i najwyżej w przyszłości, w przypadku poprawy sytuacji wymienić go na nowszy? Zwłaszcza, że do kosztu samego samochodu dochodzą jeszcze dodatkowe opłaty.

Podziel się uwagami

© Copyright . All Rights Reserved.